Port w Kędzierzynie-Koźlu w czasach PRL, a szczególnie w latach 60. i 70., był gigantem przeładunkowym i jednym z najważniejszych węzłów logistycznych w całej Polsce. To tam Śląsk dosłownie „spotykał się” z Odrą.
Działały tam trzy główne baseny portowe, ale to Basen nr 1 (zaczynając od strony Odry) oraz Basen nr 2 były sercem przeładunku węgla kamiennego ze śląskich kopalń na barki, które potem płynęły Odrzańską Drogą Wodną aż do Szczecina, Świnoujścia i elektrociepłowni na północy kraju.
Urządzenia do Wywracania Wagonów (tzw. „Węglarki”), to były słynne wywrotnice wagonowe,
w języku technicznym: wywrotnice boczne i czołowe, a potocznie przez mieszkańców i portowców nazywane wywrotnicami lub węglarkami.
To był popis ówczesnej inżynierii i widowisko, które do dziś pamiętają mieszkańcy Koźla-Portu.
Jak to działało?
Pociąg z węglem przyjeżdżał ze Śląska na rozbudowaną stację kolejową portu. Pojedynczy wagon (tzw. węglarka) wjeżdżał na specjalną stalową platformę-klatkę. Wagon był mocno blokowany od góry i z boków specjalnymi ramionami/szczękami mechanicznymi. Cała gigantyczna platforma z wagonem była podnoszona i przechylana (wywracana) pod kątem kilkudziesięciu stopni w stronę rzeki. Węgiel z wagonu ze strasznym łomotem tumanami pyłu, wysypywał się do wielkiego leja (zsuwni), z którego taśmociągami lub prosto rynnami wpadał do ładowni podstawionej barki. Po opróżnieniu wagon wracał do pionu, był spychany przez kolejny pełny wagon i cały cykl powtarzał się co parę minut.
W porcie działały potężne wywrotnice mechaniczne (wybudowane jeszcze przed wojną, a w PRL zmodernizowane) oraz ciągi taśmociągów. Wydajność była niesamowita, jedna wywrotnica potrafiła rozładować kilkadziesiąt wagonów na godzinę.
Ruch 24/7 i ciągły łomot, port nie spał, całą dobę słychać było pisk hamujących pociągów, gwizdy lokomotyw manewrowych, głuchy huk wysypywanego węgla ze szklącym się pyłem w powietrzu oraz krzyki szyprów i portowców.
W basenach portowych i na samej Odrze stały dziesiątki barek, czekały w kolejce na załadunek węgla, koksu, rudy czy cementu.
Port, wraz z sąsiadującą Stocznią Rzeczną w Koźlu (gdzie budowano i remontowano barki i pchacze TUR/KORMORAN), dawał pracę ogromnej części mieszkańców miasta. To była osobna subkultura, szyprzy, sternicy, mechanicy rejsowi i portowcy.
Po 1989 roku, wraz z upadkiem transportu wodnego śródlądowego w Polsce i przeniesieniem towarów na tory oraz drogi, port gwałtownie stracił na znaczeniu, a potężne stalowe konstrukcje wywrotnic z czasem opustoszały i częściowo uległy dewastacji lub złomowaniu.
![]()
